Kryminał retro.

Czy kryminał retro przeżywa dziś renesans? Choć właściwie nigdy całkiem nie zniknął. Coś jest w tych historiach osadzonych w Krakowie Młodej Polski, międzywojennej Anglii czy Nowym Jorku sprzed I wojny światowej, co działa inaczej niż współczesna zagadka. Może dlatego, że dawni śledczy nie mieli jeszcze laboratoriów pełnych nowoczesnej technologii, a bohaterowie musieli polegać na obserwacji, rozmowie
i pamięci do szczegółów. A może dlatego, że w dobrym retro równie ważne jak zbrodnia bywają papierosy Nil, tramwaje elektryczne budzące oburzenie profesorowej Szczupaczyńskiej albo fryzury utrwalane brylcreemem. Tu przeszłość nie jest dekoracją, jest częścią zagadki.

Potrójny kryminał

Badacze gatunku, między innymi Anna Gemra, Katarzyna Węgrzyn czy Wojciech Burszta, ale też autorzy analiz poświęconych stricte kryminałowi retro, jak Podstawka
i Lauks, zwracają uwagę, że nie wystarczy umieścić trupa w „ładnej przeszłości”, by mówić o pełnoprawnym retro kryminale. Ten gatunek działa dopiero wtedy, gdy zbrodnia splata się z realiami epoki tak mocno, że jedno nie istnieje bez drugiego. Dlatego najlepsze powieści retro są jednocześnie kryminałami, powieściami historycznymi i obyczajowymi. Śledztwo jest ważne, ale równie ważne staje się to, jak wyglądały codzienne rytuały, czego słuchano, czym pachniały restauracje, jak długo jechało się z Krakowa do Zakopanego albo dlaczego tramwaje elektryczne wydawały się „nierozsądnie szybkie”.
Właśnie dlatego w dobrze napisanym retro tak często pamięta się nie tylko samą zagadkę, ale też drobiazgi. Czytelnik może po latach nie wiedzieć kto zabił, ale będzie prawdopodobnie pamiętał wirujące stoliki u schyłku Młodej Polski, rajdy automobilowe czy dancingi.

Kraków, który pamięta więcej niż bohaterowie

Jednym z najlepszych przykładów takiego myślenia o retro kryminale pozostaje seria
o profesorowej Szczupaczyńskiej autorstwa Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego, publikujących jako Maryla Szymiczkowa. To książki, w których śledztwo jest ważne, ale nigdy nie funkcjonuje w próżni. Zbrodnia rozgrywa się w świecie niezwykle konkretnym: z adresami, gazetami, restauracjami i realnymi postaciami epoki.

Dom Helclów, gdzie rozpoczyna się pierwsza sprawa Zofii Szczupaczyńskiej, istnieje naprawdę. Podobnie jak Hawełka, kamienica Sub Pavone czy redakcja „Czasu”. Profesorowa porusza się po Krakowie, który nadal można odnaleźć na mapie, choć dziś wygląda inaczej. I właśnie to robi ogromne wrażenie: czytelnik ma poczucie, że ta historia mogłaby wydarzyć się dokładnie tam, gdzie codziennie mija kioski, tramwaje
i stare kamienice.
Autorzy nie traktują historii jak dekoracji. Kraków końca XIX wieku żyje własnymi konfliktami: modernizacją miasta, emancypacją kobiet, fascynacją dekadentyzmem
i jednoczesnym lękiem przed tym, że świat zmienia się szybciej, niż wypada. Profesorowa patrzy na to wszystko z mieszaniną ciekawości, irytacji i wyższości. Tramwaje elektryczne uważa za niebezpiecznie szybkie, artystyczną bohemę za moralnie podejrzaną, a nowoczesne obyczaje za mocno przeceniane. I właśnie dzięki temu tak dobrze działa jako bohaterka, bardziej niż samą zagadkę pamięta się jej komentarze do świata, który coraz wyraźniej przestaje być światem jej młodości.

Retro nie zawsze wygląda tak samo

Choć „Śledztwa profesorowej Szczupaczyńskiej” są dziś bardzo rozpoznawalnym polskim przykładem kryminału retro, sam gatunek potrafi przyjmować różne formy. Nie zawsze chodzi o historyczną „gęstość” i dziesiątki literackich odniesień. Czasem retro działa bardziej przez codzienność, tempo życia i detale, które pokazują moment przejścia między dawnym a nowoczesnym światem.

W książkach „Potrójny blef” i „Podwójny wstrząs” Karoliny Morawieckiej międzywojnie nie jest muzealną rekonstrukcją ani kostiumem dla zagadki. To rzeczywistość, która się rozpędza: automobile zaczynają być symbolem nowoczesności, kobiety próbują wywalczyć sobie więcej przestrzeni, a kryminalistyka nadal bardziej ufa obserwacji niż laboratoriom. Ważne stają się nie tylko same śledztwa, ale też sposób życia: pensjonaty pod Krakowem, letniska, rodzinne pałace, dancingi, rytuały i napięcie między tym, co „wypada”, a tym, co ludzie robią.
Konstancja Tatarewiczówna wpisuje się przy tym w bardzo ciekawy nurt współczesnego retro kryminału: bohaterki, która chce uczestniczyć w śledztwie nie dlatego, że przypadkiem znalazła się obok, ale dlatego, że autentycznie interesuje ją dedukcja i dochodzenie do prawdy. To ważna zmiana, kobiece bohaterki nie obserwują wydarzeń z boku, ale próbują aktywnie wpływać na przebieg śledztwa.

Nie tylko Kraków. Retro ma wiele odmian

Współczesny kryminał retro bardzo rzadko ogranicza się już do jednego modelu „historycznej zagadki”. Obok serii mocno osadzonych w realiach epoki pojawiają się też książki wyraźnie inspirowane klasycznym cosy crime i estetyką złotej ery kryminału, z większym naciskiem na atmosferę, relacje między bohaterami i przyjemność samego przebywania w tym świecie.
Przykładem może być seria Alessii Gazzoli o Miss Bee, czyli Beatrice Bernabò, młodej Włoszce, która trafia do Wielkiej Brytanii po I wojnie światowej.

Seria doczekała się trzech części,
a najnowsza, „Miss Bee i duch ambasady”, przenosi akcję do roku 1935. Sama historia Beatrice zaczyna się jednak znacznie wcześniej, w 1919 roku, kiedy jej ojciec zostaje mianowany profesorem filologii włoskiej w Anglii. Rodzina wyrusza wtedy z Florencji: najpierw pociągiem do Mediolanu, a później dalej nowo uruchomionym Simplon Orient Expressem. I właśnie w takich momentach najlepiej widać, jak działa to retro. Gazzola wyraźnie lubi detale epoki: wagony sypialne urządzone jak wiktoriańskie salony, postoje w Paryżu, rytuały podróżowania, atmosferę europejskich tras kolejowych. Równie ważne bywają maniery, moda, sposób prowadzenia rozmów czy reakcje bohaterów na rzeczy, które dziś wydają się oczywiste. W seriach takich jak Miss Bee ciekawie wypada także warstwa kryminalistyczna: odciski palców, linie papilarne czy techniki śledcze są już znane policji, ale dla wielu bohaterów nadal brzmią bardziej jak ciekawostka niż codzienność. I te drobiazgi pokazują moment przejścia między dawnym światem a rzeczywistością i realia,
w których toczy się akcja i śledztwo.

Co dalej z retro?

Być może kolejnym krokiem będzie to, że retro częściej będzie dziać się bliżej niż Młoda Polska czy międzywojnie. W końcu lata 80. i 90. też zaczynają już mieć własną estetykę, rytuały i technologiczną prehistorię. Telefony na kabel, kasety magnetofonowe, kartki z numerami zapisanymi długopisem i śledztwa prowadzone bez możliwości sprawdzenia wszystkiego w trzy sekundy. Szczerze mówiąc, kryminał oparty na dowodach zapisanych na taśmie VHS, brzmi dziś realistycznie.


Na tropie tego tekstu

Przy pisaniu pomagały mi między innymi artykuły Anny Podstawki i Anny Lauks
o kryminale retro i profesorowej Szczupaczyńskiej, wywiady z Jackiem Dehnelem
i Piotrem Tarczyńskim, Polona, Małopolska Biblioteka Cyfrowa oraz oczywiście same książki, przez które nagle zaczyna się googlować rzeczy w rodzaju „jak długo jechało się z Krakowa do Zakopanego w 1902 roku”.

W tekście pojawiają się: „Śledztwa profesorowej Szczupaczyńskiej” Maryli Szymiczkowej, „Potrójny blef” i „Podwójny wstrząs” Karoliny Morawieckiej, seria o Miss Bee Alessii Gazzoli.
Dziękuję wydawnictwom Harde, Sonia Draga i Znak za książki.

Lista Kategorii
Posts created 32

Powiązane Posty

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do Góry