„Cosy crime” to etykietka wymyślona w świecie anglosaskim: mała społeczność, zbrodnia opisana delikatnie, herbatka i komfort czytania. Włoski kryminał rzadko bywa tak nazywany wprost, ale to nie znaczy, że takiej wersji „kocykowego” kryminału nie ma. Jest. Tylko smakuje inaczej.
To nie są grzeczne angielskie wioski z earl grayem, ale raczej kryminały w wersji espresso, z ironią, życiem uczuciowym, trudnymi tematami społecznymi, melancholią i bardzo konkretnym miejscem.
Krytyka częściej mówi tu o giallo, Mediterranean noir albo po prostu o kryminałach obyczajowych, w których przemoc pozostaje stonowana. Najważniejsi są bohaterowie, relacje i atmosfera.
W śródziemnomorskim kryminale świat bywa zepsuty, ale pogoda niemal zawsze jest dobra. Słońce świeci, jedzenie smakuje, ludzie są blisko, nawet wtedy, gdy opowieść dotyka przemocy, korupcji i straty. To zupełnie inny kontrast niż w angielskim cosy, gdzie zbrodnia często rodzi się na prowincji w deszczu i mgle.
Imma Tataranni – cosy z temperamentem
Seria o prokuratorce Immie Tataranni to kryminał osadzony w Materze, mieście surowym, nasłonecznionym i pełnym napięć społecznych. To nie jest grzeczny cosy, raczej jego temperamentna, głośna i zadziorna kuzynka. Śledztwa splatają się tu z polityką, korupcją i lokalnymi układami, ale równie ważna pozostaje codzienność bohaterki: małżeństwo, relacje z córką, kwestie wieku i zmęczenia.
Tataranni to postać, która nie próbuje być „sympatyczna”, tylko skuteczna. Humor bywa ostry i zgryźliwy, a klimat gorący – dosłownie (upał południa Włoch) i metaforycznie (emocje, konflikty).
Miss Bee – włoska odpowiedź na klasyczny cosy

Jeśli Tataranni pokazuje bardziej temperamentną stronę włoskiego kryminału, to seria Alessii Gazzoli o Miss Bee znajduje się znacznie bliżej tego, co czytelnicy zwykle kojarzą z cosy crime.
Bohaterką cyklu jest Beatrice Bernabò, młoda Włoszka mieszkająca w Wielkiej Brytanii. To postać inteligentna, ciekawa świata i daleka od stereotypu nieomylnego śledczego. Zagadki kryminalne są ważne, ale równie istotne pozostają relacje, uczucia i społeczne niuanse.
Seria doczekała się już trzech tomów, a najnowszy, „Miss Bee i duch ambasady”, rozwija zarówno wątki kryminalne, jak i osobiste losy bohaterki. Gazzola doskonale rozumie, że wielu czytelników wraca do takich książek nie tylko dla samej zagadki, ale również dla postaci, których towarzystwo zwyczajnie sprawia przyjemność.
To właśnie tutaj włoska odmiana cosy crime spotyka się z tradycją powieści obyczajowej. Emocje nie są dodatkiem do śledztwa, są jego integralną częścią.
Montalbano – śródziemnomorski wzorzec
Jeśli istnieje autor, bez którego trudno prowadzić rozmowę o włoskiej odmianie kryminału „komfortowego”, jest nim Andrea Camilleri.
Świat komisarza Montalbano to Sycylia, gdzie nawet w czasie śledztwa zawsze znajdzie się czas na dobrą kolację. Zbrodnie są poważne – mafia, przemoc, polityka – ale narracja rzadko bywa brutalna. Najważniejsze są dialogi, ludzie i codzienne rytuały bohatera: rozmowy z przyjaciółmi, spory z Livią, umiłowanie jedzenia i morza.
To kryminał o silnym efekcie powrotu. Czytelnicy wracają nie tylko po rozwiązanie zagadki, ale także po atmosferę miejsca, język, humor i ludzi. Dlatego Montalbano bywa określany jako Mediterranean noir, mroczny w tematach, a jednocześnie zaskakująco ciepły w odbiorze.
Nie dotykaj mnie – książka, która komplikuje definicje
Na koniec warto wspomnieć o tytule, który prawdopodobnie wywołałby spór wśród gatunkowych purystów: „Noli me tangere” (Nie dotykaj mnie) Andrei Camilleriego.
Formalnie trudno nazwać tę powieść cosy crime. Nie ma tu amatorki-detektywki, lokalnej społeczności ani świata budowanego wokół codziennych rytuałów. To tytuł funkcjonujący poza cyklem o Montalbano. Jest tu zaginięcie młodej pisarki, komisarz Maurizi i śledztwo prowadzone poprzez rozmowy, wspomnienia i interpretacje.
A jednak książka spełnia zaskakująco wiele cech, które czytelnicy kojarzą z cosy. Nie epatuje przemocą, unika brutalności, stawia na atmosferę i psychologię, a napięcie buduje bardziej przez tajemnicę niż zagrożenie. Holenderscy recenzenci pisali o „zwodniczej prostocie” narracji: Camilleri prowadzi czytelnika miękko, niemal niezauważalnie, rezygnując nawet ze swojego charakterystycznego pseudo-sycylijskiego języka.
Co ciekawe, krytycy właściwie nie wiedzą, gdzie tę książkę umieścić. Jedni mówią o krótkim kryminale, inni o noir, jeszcze inni widzą w niej przede wszystkim opowieść o tożsamości i granicach ludzkiego poznania. W recenzji dla magazynu Lente pojawia się nawet Luigi Pirandello jako ważniejszy punkt odniesienia niż tradycja kryminalna.To interesujący przypadek graniczny, który pokazuje, że anglosaskie definicje czasem zaczynają się lekko chwiać, gdy próbujemy je zastosować do literatury w innych krajach.
Jeśli bowiem „przytulność” rozumieć nie jako zestaw rekwizytów: herbata, wiejska społeczność czy ekscentryczny amator śledztw, ale jako sposób prowadzenia opowieści, wtedy sytuacja staje się bardziej interesująca. „Nie dotykaj mnie” nie oferuje komfortu płynącego z przewidywalnej formuły. Oferuje coś innego: kameralność, skupienie na człowieku, brak epatowania przemocą i narrację, która bardziej zaprasza do interpretacji niż do podziwiania kolejnych zwrotów akcji.
Włoskie cosy crime? Tak, ale niekoniecznie pod tą nazwą
Być może właśnie tutaj tkwi sedno problemu. Włoska literatura kryminalna nie wypracowała odpowiednika brytyjskiego cosy crime jako osobnej, jasno nazwanej kategorii. Wypracowała natomiast kryminały, w których równie ważne jak zagadka są miejsce, codzienność, emocje i sposób patrzenia na człowieka.
Od Matery Immy Tataranni, przez emocjonalny świat Miss Bee, po sycylijskie rytuały Montalbano i niejednoznaczność Nie dotykaj mnie. Włoska odpowiedź na cosy crime istnieje. Nie zawsze daje się zamknąć w definicjach stworzonych gdzie indziej. I być może właśnie dlatego jest tak ciekawa.
| Autor / Autorka | Seria / Tytuł |
| Mariolina Venezia | Śledztwa Immy Tataranni |
| Alessia Gazzola | Miss Bee |
| Andrea Camilleri | Komisarz Montalbano |
| Andrea Camilleri | Nie dotykaj mnie (Noli me tangere) Poza cyklem Montalbano |