Autorzy i humor. Komedia kryminalna w kilku tonacjach

Kryminał przez lata lubił twardzieli. Samotnych detektywów, milczących policjantów, mężczyzn z przeszłością, płaszczem i zasadami. Komedia kryminalna ma z tym modelem szczególną przyjemność: bierze go pod rękę, prowadzi na środek sceny, a potem delikatnie podstawia mu nogę.

Mężczyźni piszący komedie kryminalne są ciekawym tematem nie dlatego, że można im przypisać jeden wspólny styl. Nie można. Byłoby to uproszczenie. Nie chodzi też o to, czy autorzy wybierają „męskich” bohaterów. Często wcale nie. W komediach kryminalnych pisanych przez mężczyzn pojawiają się kobiety, emerytki, młode osoby i całe rodziny, które wymykają się prostym kategoriom.

Ciekawsze jest, jak autorzy używają samego gatunku: czy idą w parodię kryminału, farsę, groteskę, czarny humor, satyrę na instytucje, absurd sytuacyjny, dialog, czy raczej w obyczajową obserwację. I ważne jest także to, jakie tematy wybierają. Dawny, mocno męskocentryczny kryminał często obracał się wokół władzy, przemocy, rywalizacji, przestępczości, procedur i przywracania porządku. Komedia kryminalna może z tym dziedzictwem zrobić coś bardzo ciekawego: potraktować je serio, podkręcić, ośmieszyć, przesunąć w absurd albo zestawić ze zwyczajną codziennością.

Między tendencją a regułą

Badania nad kryminałem i płcią podpowiadają ostrożność. Lepiej mówić o tendencjach niż o regułach. Nie chodzi o to, że kobiety piszą „tak”, a mężczyźni „inaczej”. Bardziej o to, jak autorzy i autorki korzystają z konwencji, które gatunek odziedziczył po dawnych opowieściach o detektywach, winie, karze i społecznej kontroli.

Autorki mocno poszerzyły ten porządek o codzienność, relacje, doświadczenie kobiet, starzenie się, opiekę, niewidzialną pracę i sprawczość bohaterek, które wcześniej zbyt często stały na drugim planie. Nie znaczy to jednak, że każdy autor wraca do dawnego modelu, a każda autorka go rozbraja.

Komedia kryminalna dodatkowo miesza tropy. W tym gatunku powaga łatwo traci równowagę, procedury zaczynają skrzypieć, a porządek, który miał zostać przywrócony, najpierw musi się widowiskowo rozsypać.

Dlatego interesuje mnie nie „męski styl”, ale coraz wyraźniejsza obecność autorów w komedii kryminalnej. Cieszy mnie i to, że są pisarze konsekwentnie pracujący właśnie w tym gatunku, i to, że pojawiają się nowe nazwiska, nowe pomysły, nowe sposoby łączenia kryminału z humorem.

Kilka tytułów, kilka różnych tonów

Poniższa lista nie jest rankingiem ani próbą stworzenia kompletnego przeglądu. To raczej kilka solidnych tytułów, które pokazują, jak różnie może dziś brzmieć komedia kryminalna. Są tu pisarze znani z mocniejszych kryminałów, są debiuty, są powroty do serii, satyra, osiedlowa obserwacja, filmowy klimat i historyczna intryga z humorem. Łączy je nie jeden styl, lecz właśnie różnorodność.

Mieczysław Gorzka, „Spadek po mojemu”

Mieczysław Gorzka kojarzy się przede wszystkim z mocnym, serio prowadzonym kryminałem. Tym ciekawszy jest „Spadek po mojemu”, pierwsza kryminalno-komediowa odsłona autora.

Punkt wyjścia jest wdzięczny: umiera multimilioner, domniemany złodziej dzieł sztuki i człowiek, który nawet po śmierci nie zamierza ułatwiać rodzinie życia. Dwaj skłóceni wnukowie mogą odziedziczyć fortunę, ale najpierw muszą rozwiązać zagadkę zaginionych obrazów. A ponieważ w tle pojawiają się policja, Kościół i mafia, szybko robi się jasne, że spadek bywa mniej prezentem, a bardziej testem odporności psychicznej.

Marcin Bartosz Łukasiewicz, „Śmierć na osiedlu”

Tu akcent pada zupełnie gdzie indziej: nie na wielką fortunę, ukryte obrazy czy spektakularny plan, lecz na osiedlową społeczność. Śmierć znienawidzonego prezesa spółdzielni mieszkaniowej uruchamia sąsiedzkie konflikty i sekrety, które pod zwyczajną codziennością czekały najwyraźniej na dogodny moment. Dla autora to pierwsza komedia kryminalna, po wcześniejszych książkach i opowiadaniach osadzonych w innych rejestrach gatunkowych.

Jacek Getner, „Hrabia, czyli jak ukraść pół miasta”

Ta komedia kryminalna skręca momentami w stronę satyry. Miasteczko, wybory samorządowe, utracona władza, plan ukradzenia połowy miasta metodą „na hrabiego”. To brzmi absurdalnie, ale ten absurd ma całkiem znajome podłoże.

Dla mnie to ciekawy przykład komedii kryminalnej, która przepuszcza przez krzywe zwierciadło mechanizmy lokalnej polityki, układów i ambicji. Jest w tym coś z farsy, coś z opowieści o władzy, która po utracie stanowiska nadal uważa, że rzeczywistość powinna się z nią liczyć. A rzeczywistość, jak wiadomo, bywa w takich sprawach złośliwie samodzielna.

Juliusz Machulski, „Nikczemny narrator”

Kryminał z inteligentnym humorem, klimatem lat dziewięćdziesiątych i pięknym wydaniem. Jedna z tych powieści, do których mam szczególną słabość.
Rok 1993. Kamil Hubeny, polski scenarzysta wykładający w Nowym Jorku wraca do Warszawy, ale zamiast propozycji filmowej, dostaje propozycję poprowadzenia śledztwa. Jego przyjaciel jest przekonany, że ktoś morduje członków dawnej ekipy. Machulski wnosi do kryminału własny rytm: lekkość, ironię, dialog i wyczucie sceny.
O tej książce więcej piszę TU.

Tomasz Duszyński, „Trup na Nilu”

Tomasz Duszyński jest znany również z poważniejszych kryminałów i kryminałów retro, ale seria z Panem Pisarzem rządzi się inną logiką: wakacje, rodzina, pech i Staszek Ziętek – czyli zestaw, przy którym nawet Egipt może poczuć, że nie wszystko przewidział. „Trup na Nilu” to trzecia część cyklu. Są piramidy, rejs, urodziny, trupy i chaos w wersji all inclusive.

Jan B. Bełkowski, „Krew pod kamieniem”

„Krew pod kamieniem” to komedia kryminalna z historycznym nerwem. Jest morderstwo dyrektora muzeum, sprawa sprzed lat, średniowieczny skarb i Bracia Dobrzyńscy, czyli kombinacja, która od razu przenosi intrygę poza zwykłe „kto, gdzie i dlaczego”.

Ten tytuł ciekawie rozszerza przegląd, bo nie opiera się wyłącznie na farsie, lokalnej obserwacji czy politycznej awanturze. Ma w sobie przygodowy rytm, historyczną tajemnicę i lekki dystans do ludzkich ambicji. A skoro wydawca zapowiada, że sprawiedliwość triumfuje tylko częściowo, trudno nie uznać tego za wyjątkowo rozsądne podejście do świata.

A przecież są jeszcze Róża Krull i jest Szwagier…

Czy można przy takim temacie zapomnieć o Róży Krull Alka Rogozińskiego albo o serii ze Szwagrem Marka Stelara? Oczywiście, że nie.

Alek Rogoziński ma na koncie dziesiątki komedii kryminalnych: współczesnych i retro, z pisarkami, teściowymi i ukochanymi z piekła rodem. To już osobny komediokryminalny świat.

U Marka Stelara sytuacja wygląda inaczej: tu mocno pracuje jedna seria i jedna figura – Szwagier, rodzinna zakała z potencjałem do generowania napięcia szybciej niż awaria prądu w odciętej od świata willi.
Ta lista nie jest zamknięta. To raczej kilka atrakcyjnych punktów na mapie gatunku, który najwyraźniej lubi, gdy ktoś próbuje go uporządkować. Wtedy natychmiast coś przestawia, zmienia proporcje, dorzuca nowy ton i znów nie daje się zamknąć w ramkach.


Lista Kategorii
Posts created 36

Powiązane Posty

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do Góry