Jak powstaje retrokomedia kryminalna? Rozmowa z Mają van Straaten

Przedwojenna reklama może podsunąć rekwizyt, plan parostatku uporządkować miejsce akcji, a zapach perfum pomóc wejść w świat bohaterki. Maja van Straaten, autorka serii o Frani Tańskiej, opowiada o kwerendach, historycznych drobiazgach i układaniu kryminalnej fabuły z pozornie niepasujących elementów.

KrymiKom: Jaki obraz lat dwudziestych budujesz w powieściach o Frani Tańskiej i co sprawia, że jest to właśnie Twój świat, a nie tylko rekonstrukcja epoki?

Maja van Straaten: Na pewno nie jest to obraz kompletny. Dwudziestolecie międzywojenne to bardzo złożony okres w naszej historii. To czas przemian społeczno-ekonomicznych, nowych nurtów w sztuce, ciekawych wynalazków i postępu naukowego w wielu dziedzinach. Dla większości mieszkańców naszego kraju był to trudny czas. Szalała inflacja, było bezrobocie, wysoki poziom przestępczości i niepokoje społeczne. W miastach, do których wciąż napływali nowi przybysze z prowincji w poszukiwaniu lepszego życia, brakowało mieszkań. Wiele osób musiało mieszkać kątem u obcych ludzi. I chociaż staram się między wierszami wspominać o tej trudnej rzeczywistości, to nie są to problemy bohaterów moich książek. Oni mają czas i zasoby, by bywać w teatrach, dobrych restauracjach, grywać w tenisa, zaopatrywać się w sklepach kolonialnych czy u Hersego i podróżować dla przyjemności. To też jest jedna z odsłon dwudziestolecia międzywojennego. W końcu te wszystkie miejsca istniały i miały stałych bywalców. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że były dostępne wówczas dla niewielkiej części społeczeństwa.

Takie zawężenie świata moich książek to świadomy wybór. Po pierwsze, łatwiej mi się odtwarza właśnie tę „pastelową” wersję dwudziestolecia, bo jest całkiem nieźle udokumentowana. Mogę ją też podglądać w czasopismach, powieściach i filmach z tamtego okresu. To bardzo ułatwia mi pracę. Ale jest też i drugi powód, bardziej osobisty. Dla mnie książki, zarówno ich czytanie, jak i pisanie, są formą ucieczki. Pomagają mi się odciąć od złych wieści, które zewsząd nas atakują. A jak już mam uciekać od zmian klimatu, wojen, głupoty, to nie wybieram książek epatujących przemocą i dosadnym językiem. Wolę iść do eleganckiego, bezpiecznego świata moich bohaterów, tam, gdzie jest wesoło, gra jazz i nawet przestępcy prezentują pewien standard zachowania. I choć w moich książkach bywa groźnie, wszak są to kryminały, to pilnuję, by były taką bezpieczną, przyjemną odskocznią dla Czytelników.

KrymiKom: Gdybyś mogła pokazać czytelnikom jeden element swojego pisarskiego zaplecza – taki, który najlepiej opowiada o Twoim sposobie pracy – co by to było?

Maja van Straaten: Kwerenda. Uwielbiam buszować w materiałach archiwalnych z epoki. Lubię zwłaszcza czytać książki, gazety i czasopisma z tego okresu. Wspaniale pokazują nastroje społeczne, czym żyła ulica, co było modne. Dzięki nim mam też styczność z językiem, który przez te sto lat trochę się zmienił. Czasami tak się zatracam w lekturze starych gazet, że zapominam o pisaniu.

KrymiKom: Badacze kryminału retro porównują przeszłość do magazynu wątków i rekwizytów. Pisarka najpierw staje się więc kolekcjonerką, ale później musi przejąć rolę kuratorki: wybierać, łączyć, a większość zgromadzonych rzeczy pozostawiać na zapleczu. Po czym poznajesz, że znaleziony historyczny drobiazg nie jest tylko ciekawostką lub elementem tła, ale ma potencjał, by stać się podstawą większego wątku albo głównej intrygi?

Maja van Straaten: To bardzo ładne porównanie. Jeżeli chodzi o wątki fabularne, to wybieram z tego skarbca to, co jest słabo znane albo bezpowrotnie zniknęło. Nie ma już na przykład statków salonowych, takich długodystansowych, kursujących po Wiśle z Warszawy do Gdańska przez Tczew. W latach dwudziestych i trzydziestych były powszechne. Bardzo chciałam o nich przypomnieć i tak powstał pomysł na „Śmierć na Wiśle”.

Kiedy z kolei postanowiłam wysłać bohaterkę mojej serii na wykopaliska i podzieliłam się tym pomysłem z kilkoma osobami, wszyscy uznali, że pojedzie do Egiptu. Wszak powszechnie wiadomo, że w tamtym czasie w Egipcie pracowali polscy archeolodzy i odnosili spore sukcesy. Ale ja wolałam postawić na kujawskie piramidy. Mniej znane, a starsze od tych egipskich i równie ciekawe.

A jeżeli chodzi o drobiazgi, którymi mebluję albo ozdabiam świat w moich książkach, to przyznaję, że ulegam reklamom z lat dwudziestych i trzydziestych. Jeżeli trafiam na oryginalną reklamę z ciekawą grafiką lub chwytliwym hasłem, to dana rzecz musi się pojawić w moich historiach. Dlatego Lola Nowicka z moich książek stosuje puder Miraculum doktora Lustra*, a cała trójka moich bohaterów bywa w restauracji Gastronomia, która zachęcała do wizyty w swoich podwojach, obiecując występy rumuńskiego cymbalisty.

KrymiKom: Gromadzenie materiałów to jedno, ale równie interesujące jest to, jak później się z nich korzysta. Czy wypracowałaś własny sposób archiwizowania historii, fotografii, adresów i słów znalezionych w książkach i przedwojennej prasie? Jak po czasie odnajdujesz szczegóły do konkretnej sceny?

Maja van Straaten: Kiedy siadam do pisania kolejnej książki, obiecuję sobie, że tym razem zapanuję nad materiałami. Niestety, poległam na tym polu już kilkukrotnie. Zaczynam z jednym plikiem z mapami, zdjęciami, wycinkami prasowymi itp. do każdej książki, ale kiedy kończę pisać, okazuje się, że oprócz tego jednego pliku mam jeszcze kilka innych, dwa tuziny e-maili z materiałami, które sama sobie wysyłam, karteluszki poupychane w notesach… To dla mnie bardzo niekomfortowe, bo nie lubię chaosu. Pracuję na pełnym etacie i na pisanie pozostają mi wieczory i weekendy. Na kwerendę poświęcam więc każdą wolną chwilę. Zdarza mi się przeglądać cyfrowe archiwa jadąc tramwajem albo czekając na wymianę opon u mechanika i nie zawsze mam laptop pod ręką. Stąd chyba ten chaos w moich notatkach.

KrymiKom: Na potrzeby „Śmierci na Wiśle” zaprojektowałaś parostatek wzorowany na jednostce, która rzeczywiście pływała w latach dwudziestych, a następnie dodałaś do niego pomieszczenia i zakamarki potrzebne fabule. W jakiej formie przygotowałaś ten projekt?

Maja van Straaten: Projekt Polonii wyrysowałam sobie na kartce. Był koślawy, kanciasty i bardzo schematyczny, zupełnie nie przypominał luksusowego parostatku salonowego, ale spełnił swoje zadanie.

KrymiKom: Po jakie jeszcze nietypowe metody sięgasz podczas pracy pisarskiej?

Maja van Straaten: Staram się próbować wielu rzeczy na własnej skórze. Kiedy odkryłam, że perfumy, których używa moja książkowa Frania Tańska – Le petit fleur bleu – są produkowane do dzisiaj, zakupiłam sobie flakon i ten zapach towarzyszył mi podczas pisania pierwszej książki. Jeżeli miejsce, które opisuję, wciąż istnieje, staram się je odwiedzić. Ostatnio chodziłam po Poznaniu, po placu Wolności, bo tam zaczyna się akcja książki, nad którą właśnie pracuję. Szukałam śladów dwudziestolecia w jego zabudowie. Przydatne było dla mnie przekonanie się na własne oczy, jaki jest duży. Kiedy pracowałam nad „Kolekcjonerem Widmo”, przymierzałam się do lotu balonem, ale zabrakło mi odwagi.

Zdarza mi się prosić o pomoc lub konsultację ekspertów z różnych dziedzin. Początkowo krępowałam się zawracać im głowę moimi niepoważnymi kryminałami. Ale okazuje się, że za każdym razem, gdy zbiorę się na odwagę by się z nimi skontaktować, spotykam się z bardzo życzliwym przyjęciem. To są dla mnie bardzo ciekawe spotkania i rozmowy, których bym nie doświadczyła, gdyby nie moje książki. Na przykład w czasie pracy nad „Śmiercią na Wiśle” otrzymałam wsparcie od Stowarzyszenia Gwara Warszawska i pana Janusza Dziano, który wspaniale mówi warszawską gwarą.

Cały czas też obcuję z estetyką, wzornictwem i architekturą dwudziestolecia międzywojennego. Mieszkam w Brukseli, gdzie udostępnionych jest do zwiedzania wiele wnętrz art déco i wcześniejszych, secesyjnych. To je mam przed oczyma, kiedy mebluję mieszkania moich bohaterów.

KrymiKom: Opowiadałaś, że zaczynając powieść, znasz jej początek i koniec oraz bohaterów, którzy prowadzą Cię przez historię. Jak od tego punktu powstaje gotowa książka? Jak planujesz zagadkę, w jakiej kolejności piszesz, jak pilnujesz, aby wszystkie tropy, motywy i wydarzenia złożyły się w logiczną całość?

Maja van Straaten: Moje pisanie przypomina trochę układanie puzzli. Kiedy zaczynam, znam początek, koniec i rozwiązanie zagadki, czyli mam ramki obrazka. Ale reszta to na początku pomieszane fragmenty. Kiedy utknę na jakimś wątku, zabieram się za nowy. Czasami wygrzebię coś ciekawego w trakcie researchu i zaczynam pisać na tej podstawie inny fragment. Czasami jeden z moich bohaterów mnie czymś zaskoczy i idziemy razem w nowym kierunku. Mniej więcej w połowie procesu pisania książki okazuje się, że mam wystarczająco dużo klocków i zabieram się za ich układanie. A na koniec wypełniam luki. Inaczej pisać nie umiem. Na początku trochę mnie to stresowało. Wolałabym pisać po kolei. Wtedy wiedziałabym na przykład, ile zostało mi do końca, albo nie musiałabym kasować fragmentów, które nigdzie nie pasują. Ale już się pogodziłam z tym, że mój warsztat wygląda właśnie w ten sposób i teraz mam w sobie spokój. Wiem, że ostatecznie uda mi się ułożyć ten obrazek.

KrymiKom: Czy mogłabyś wymienić jedną, najważniejszą rzecz, którą po ukończeniu trzech powieści robisz inaczej niż podczas pracy nad pierwszą?

Maja van Straaten: Rezygnuję, z żalem, z przydługich opisów. Rozumiem, że spowalniają one fabułę, a to, jaki jest na przykład wzorek na dywanie czy filiżance, choćby był to najpiękniejszy rzucik art déco, ma trzeciorzędne znaczenie w kryminale. Staram się więc miarkować, chociaż jest to dla mnie trudne. Kiedyś przedmioty codziennego użytku były naprawdę pięknie zaprojektowane i to mnie zachwyca. Ostatnio na przykład znalazłam rysunek butelki środka na muchy z lat dwudziestych. Bardzo gustowny. I jak tu nie wspomnieć o karbowanym szkle, eleganckiej etykiecie, ciekawej czcionce? Trzeba się pilnować, by nie zanudzić Czytelników, zwłaszcza jeżeli dany przedmiot jest tylko elementem dekoracji, a nie intrygi.

Wcześniej też pozwalałam sobie na większą swobodę względem pewnych aspektów dwudziestolecia. Czerpałam z niego różne drobiazgi i okraszałam nimi moją pierwszą książkę na zasadzie licentia poetica. Pozwoliłam na przykład moim bohaterom osadzonym w latach dwudziestych na śpiewanie piosenek z lat trzydziestych. Ale Czytelnicy wyłapują takie drobiazgi i nie lubią takich rozbieżności. Teraz więc trzymam się faktów. Jeżeli coś nie było dostępne w roku, w którym toczy się akcja, to nie pojawia się w książce.


*Ilustracja: reklama pudru Miraculum, „Świat Pięknej Pani” 1938, nr 3–4; Jagiellońska Biblioteka Cyfrowa, domena publiczna.


Maja van Straaten – autorka retrokryminałów o Frani Tańskiej:

„Frania Tańska i tajemnica zaginionego obrazu”
„Frania Tańska i Kolekcjoner Widmo”
„Frania Tańska i śmierć na Wiśle”

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do Góry